Tysiące kilometrów, kamper i główny cel – znaleźć się w cieniu Księżyca podczas całkowitego zaćmienia Słońca w Hiszpanii. Dla naszych przyjaciół z PPSAE i ich rodzin była to nie tylko astronomiczna wyprawa, ale także niezwykła podróż przez Europę, pełna oczekiwania, przygód i chwil, które zostają w pamięci na zawsze. Zapraszamy do lektury.
Kamperem na zaćmienie -relacja Zdzisława Szałkowskiego
„Decyzja o wyjeździe na całkowite zaćmienie Słońca w Hiszpanii w 2026 roku została przeze mnie podjęta dość dawno, mianowicie tuż po zaćmieniu Słońca w Turcji w 2006 roku. Wiadomo, że od tego czasu wiele się zmieniło…stan cywilny, przybyło lat, dzieci, stan zdrowia i wiele, wiele innych. Nie zmieniło się jedno – chęć zobaczenia zjawiska, dzięki któremu przez tysiące lat można było „sterować„ ludźmi. Obecnie sterować nimi można za pomocą fal radiowych, ale zjawisko nadal jest spektaklem, które nie ma sobie równych na naszej planecie. Przez ostatnie 20 lat technika poszła na tyle do przodu, że można było dość precyzyjnie zaplanować podróż do miejsca, gdzie z największym prawdopodobieństwem będzie pogoda umożliwiająca obserwację tegoż zjawiska. Wiadomo było, że oprócz tradycyjnych turystów odwiedzających Hiszpanię latem będą również dodatkowi astroturyści w liczbie bliżej nieokreślonej, ale nie mniejszej niż milion-dwa miliony ekstra. To powodowało, że dostęp do wynajmowanych samochodów i hoteli będzie utrudniony i droższy, a samo poruszanie się na miejscu utrudnione.




Do Hiszpanii najłatwiej jest dostać się samolotem i na miejscu wynająć samochód. Można również wynająć busa i w większej grupie pojechać z Polski przy okazji zwiedzając po drodze Niemcy, Francję i Hiszpanię choćby przez okno, i posiadać również środek transportu na wypadek szybkiego przemieszczania się szukając odpowiedniej pogody.

W październiku 2025 roku wraz z Bartkiem Pilarskim i jego przesympatyczną małżonką Agnieszką postanowiliśmy wynająć dużego 6 osobowego kampera, by wraz z naszymi dziećmi tj. Aleksandrą, Agnieszką i Karolem udać się w 10cio dniową podróż przez pół kontynentu europejskiego. Do przejechania było około 6500 km (w dziesięć dni), zwiedzanie co najmniej 3-4 miejsc oraz kąpiel w Atlantyku i Morzu Śródziemnym. Niby nic strasznego, ale tylko ja miałem prawo jazdy. Znam jednak moje możliwości, przez ostatnie lata wielokrotnie jeździłem po 1000 km w jedną stronę, kiedyś busem przejechałem 3800 km w 78 godzin. Co prawda byłem wtedy młody i piękny, ale jak się powszechnie mówi wiek to tylko liczba a uroda to rzecz gustu… Liczbą miejsc do zwiedzania i miejscami do nocowania zajęli się państwo Pilarscy. To Agnieszka zarezerwowała dla nas (oraz Prezesa z żoną) miejsca w hotelu w Tordesillas (dwie noce przed zaćmieniem, aby odpocząć po podróży i przygotować się do zaćmienia). Później się okazało, że nasz hotel jest położony około 300 metrów od hotelu, w którym nocował Piotr Kierzkowski z ekipą. Te dwa dni spędziliśmy na integracji, zwiedzaniu i odpoczynku przed punktem kulminacyjnym naszego wyjazdu. Ekipa Piotra przebywała już jakiś czas na miejscu i znalazła bardzo sympatyczną miejscówkę na obserwację zjawiska. Było to na totalnym zadupiu w okolicach ruin XV wiecznego kościoła. Miejsce miało swoje duże plusy tj. tło do fotografii, pusty zachodni horyzont, brak dużej cywilizacji w pobliżu i w miarę szybki dostęp do autostrady na wypadek nagłej zmiany pogody i konieczności przemieszczenia się w inne miejsce. Ponadto w okolicy nie było lasów, a co za tym idzie nie było podwyższonego zagrożenia pożarowego, które w lipcu i sierpniu 2026 osiągnęło w Hiszpanii niemalże stan krytyczny. Co za tym idzie było małe prawdopodobieństwo, że przyjedzie policja i każe nam w mniej lub bardziej delikatny sposób spier… tzn zmienić miejsce obserwacji.





Na miejsce dotarliśmy około południa 12 sierpnia . Po rozłożeniu „bazy” czyli rozwinięciu markizy z naszego kampera i rozłożeniu stołu i krzeseł zaczęliśmy szykować się do punktu kulminacyjnego naszej wyprawy. Przygotowywano aparaty, obiektywy, filtry, lornetkę, statywy, a z resztek folii Baader coś, co można nazwać urządzeniami do w miarę bezpiecznego obserwowania faz częściowych zaćmienia. Było to dla mnie 3 całkowite zaćmienie Słońca (dla Marka Nikodema 5), dla całej reszty pierwsze. Obserwując pozostałe osoby wiedziałem, że już niedługo, przed godziną 20tą życie tych ludzi zmieni się diametralnie. Jak się później okazało miałem rację… Tuż przed wyjściem na miejsce obserwacji wypryskałem się OFFem, czy też innym specyfikiem odstraszającym komary, co jak się później okazało było bardzo dobrą decyzją.



Do fotografowania zjawiska użyłem starego sprzętu (np obiektyw zoom 80-200/5,6 – około 30letni którego używałem jeszcze w szkole średniej), stąd też jakość wykonanych fotografii jest o wiele gorsza niż u innych. Priorytetem dla mnie było to, aby pozostali uczestnicy wyprawy zobaczyli to zjawisko, ja znałem je już na pamięć 🙂 . Dodatkowo nakręciłem jeszcze telefonem komórkowym film z fazy całkowitej zaćmienia, na którym słychać reakcje pozostałych obserwatorów i całą chmarę komarów, które na 10 minut przed fazą całkowitą pojawiły się znikąd i atakowały nas niemiłosiernie. Jak się okazało mnie najmniej, bo byłem profilaktycznie wypsikany sprayem przeciw tym bandytom.
A samo zjawisko… Cóż… Było inne niż dotychczasowe, bo było przy zachodzie Słońca. Miało cudowny złoto-pomarańczowy odcień, pojawiło się więcej gwiazd niż poprzednio wraz z żarówą – Wenus. Korona słoneczna była olbrzymia i doskonale widoczna wraz z kilkoma protuberancjami, które normalnie są widoczne tylko przy obserwacji przez filtr H-alfa. W wiosce w pobliżu oraz przy ruinach kościoła zaświeciły się lampy z włącznikiem zmierzchowym. Ptaki przestały śpiewać, psy zaczęły szczekać, a te cholerne komary… Jednak po zakończeniu fazy całkowitej emocje ludzi się uzewnętrzniły. Na przykład moja córka Agnieszka (na której twarzy komary zrobiły sobie poligon) stwierdziła, że zrobiła sobie BOTOKS na czole. Wcale nie narzekała na ból, bo adrenalina spowodowana doznaniami z całkowitego zaćmienia sprawiła, że po prostu nie czuła bólu.
Emocje powoli opadały, zostały jeszcze nocne obserwacje maksimum Perseidów, tylko te cholerne komary…


Nad ranem, po śniadaniu i ogarnięciu naszego obozowiska ruszyliśmy w drogę powrotną do Polski. Również pełną przygód. Ale to już temat na inną relację.
Podsumowanie:
Podróż udała się niemalże w 100%. Chcieliśmy więcej zwiedzić, ale temperatura na zewnątrz 40C i wewnątrz kampera około 27C nie była naszym sprzymierzeńcem. Jednak oprócz Całkowitego Zaćmienia Słońca najlepiej z Bartkiem będziemy wspominać jazdę z Bayonne (Francja) do Pampeluny (Hiszpania) przez Pireneje. 150 km – 4 godziny jazdy, nachylenie drogi 8, 10 a może nawet więcej procent. No i jazda tymi serpentynami naszą lodówką o wymiarach 7 m długa, 2.4 szeroka i 3.30 wysoka… Chyba mogę już zacząć jeździć samochodami ciężarowymi.
A teraz rozpoczynamy przygotowania do przyszłorocznego zaćmienia w Tunezji…”
zdjęcia i tekst/ Zdzisław Szałkowski
wstęp i korekta graficzna zdjęć/ Marek Nikodem







































































