Przedstawiamy następną, pełną emocji relację z całkowitego zaćmienia Słońca. Marcin Grzybowski wraz z żoną Dyan odwiedzili Majorkę aby być świadkiem kolejnego i jak się okazało jeszcze bardziej niesamowitego całkowitego zaćmienia Słońca w swoim życiu. Mimo, że było to dla Marcina już piąte pełne zaćmienie, niezwykłym jest, w jak przejmujący sposób opisał swoje wrażenia. Autorem wszystkich zdjęć jest Marcin. Oddajemy zatem głos ich autorowi.
Zaćmienie na Majorce
” Prawie rok wcześniej wykupiłem miejsce w hotelu na Majorce, w niedużej miejscowości o nazwie Santa Ponca leżącej po zachodniej stronie wyspy. Widząc wcześniej cztery całkowite zaćmienia Słońca postanowiłem postawić wszystko na jedną kartę i zobaczyć coś jeszcze bardziej niezwykłego. Majorka leżała na końcu pasa zaćmienia, zatem całkowite zaćmienie Słońca przypadało krótko przed jego zachodem. Aby zobaczyć zaćmienie, horyzont powinien być w miarę bez przeszkód, najważniejsze jednak było czyste niebo, z czym mógł być duży problemem. O tej porze roku tworzą się bowiem nad lądem liczne chmury burzowe. Lądując na Majorce dwa dni przed zaćmieniem, samolot zanurzył się w gęste chmury. Nie było to optymistyczne powitanie z wyspą. Prognozy jednak były dobre, co mnie trochę uspokoiło.


Wieczorem poprzedzającym zaćmienie sprawdziłem wysokość Słońca nad horyzontem w momencie całkowitej fazie zaćmienia. Miałem dobre miejsce, tyle że Słońce znalazło się już za chmurami które zalegały nad horyzontem. Gdyby zaćmienie było dzień wcześniej, niewątpliwie skończyłoby się totalną klapą. Następnego ranka niebo było jednak idealnie czyste, jak na zamówienie. Po obfitym śniadaniu udaliśmy się wraz z moją żoną Dyan na plażę żeby zająć najlepsze miejsce, nad samym brzegiem zatoki. Teraz pozostało czekać do wieczora. Wraz z upływem czasu ludzie zaczęli się gromadzić, w tym spora grupa Polaków która przypadkowo zebrała się akurat obok nas. W sympatycznej atmosferze spędziliśmy czas oczekiwania. Około godziny 16 nad zachodnim horyzontem pojawiły się pierwsze chmury . Wówczas zaczęła się niepewność i straszna nerwówka. Dobrze że można było rozładować stres pływając w przyjemnej ciepłej wodzie. Im bliżej zaćmienia tym więcej ludzi gromadziło się na plaży , mimo tłoku panowała jednak przyjemna atmosfera.



O godzinie 19.38 łapie pierwszy kontakt. Zatem zaczęło się ! Słońce coraz niżej, a ogromna chmura typu cumulonimbus jest już naprawdę blisko. Stres osiąga niemal apogeum. Przy 90% zakrytego Słońca zrobiło się naprawdę ciemno. Złowroga chmura odsunęła się w międzyczasie w prawo dając tym samym dawkę optymizmu. Na plaży poruszenie, panuje niesamowita atmosfera. Kiedy zostaje już tylko bardzo cienki jak włos sierp Słońca, właściwie kłaczek, przechodzą mnie dreszcze emocji. Nawet teraz, kiedy piszę ten tekst po kilku tygodniach, na wspomnienie tych chwil dzieje się to samo. W kulminacyjnym momencie zdejmuje filtr z obiektywu Sigma 100-400 i robię serie zdjęć w różnych konfiguracjach. Tłum zaczyna krzyczeć i klaskać. Następuje ciemność, a ja robię zdjęcia również smartfonem, głownie szerokie kadry. To co się dzieje w całkowitym zaćmieniu jest po prostu nie do opisania, tego nie da się porównać z niczym. Klimat, kolor nieba i te odgłosy ludzi ! Przepiękne, nieziemskie, niepowtarzalne !!! Delikatne chmurki dodają jeszcze większej niesamowitości tej scenerii. Gdy z prawej strony zaczyna się przejaśniać, wiem ze zaraz pojawi się pierścień z diamentem. Skracam zatem czas naświetlania i dalej strzelam fotki. Nagle pojawia się światło, ludzie wiwatują, cieszą się, a niektórzy siedzą w milczeniu przetrawiając to co przed chwilą przeżyli i zobaczyli. Ja długo nie mogę dojść do siebie. To była tylko minuta, ale za to jaka ! Dalej fotografuje cienki sierp Słońca, który już dotyka wzgórz nad zatoką. Udało się ! Tyle czekania, tyle niepewności i stresu… opłacało się. To była najlepsza rzecz jaką widziałem i przeżyłem w swoim życiu. Zdjęcia wyszły niesamowite, ale to nawet nie pięć procent tego co przeżyłem i zobaczyłem na własne oczy. Chyba największe wrażenie zrobiło na mnie to, jak delikatne chmurki przysłoniły ostre światło ostatnich sekund, a ja przez obiektyw aparatu zobaczyłem coś czego wcześniej nie obserwowałem. Pojawił się najpierw pierścień, a potem zaczęła rosnąć od środka korona. Gdy emocje opadły i przyszło zmęczenie upalnym dniem, nadszedł czas zimne piwo które smakowało wręcz wybornie. To zaćmienie zmieniło coś w mojej psychice.
Kolejne zaćmienie za rok, ale według mnie to już nie będzie to samo.
Oczywiście że będzie spektakularne, ale to przy zachodzie pobiło wszystkie które widziałem do tej pory. „






















relacja i zdjęcia: Marcin Grzybowski
opracował : Marek Nikodem







































































